Co można znaleźć w dziecięcej walizce? O budowaniu poczucia własnej wartości u uczniów – Zofia Głowacka

ARTYKUŁY
Zmiany zachodzące we współczesnym świecie, zwłaszcza szybki rozwój technologiczny i  dążenie do stworzenia modelu gospodarki opartej na wiedzy, stawiają przed ludźmi coraz to nowe wyzwania. Wyzwania, które wymagają umiejętności szybkiego docierania do informacji, precyzji formułowania wniosków i kreatywnego ich wykorzystania, by być wciąż o krok przed konkurencją.
Wszystkie te czynniki wymogły konieczność zmiany wzorca edukacji i roli nauczyciela, który nie może być już tylko źródłem informacji, ale kimś, kto przede wszystkim wspiera uczniów w rozwijaniu umiejętności rozumowania oraz nabywania i poszerzania wiedzy .
O tym, że polscy uczniowie i nauczyciele doskonale dostosowują się do współczesnych realiów świadczyć może m. in. raport PISA opublikowany pod koniec 2019 r.
Wynika z niego, że nasi piętnastolatkowie we wszystkich obszarach objętych badaniem plasują się powyżej średniej ustalonej dla krajów OECD, a to lokuje ich w światowej czołówce.
Jednak raport PISA odkrywa i ciemną stronę tego sukcesu. Okazuje się bowiem, że polscy uczniowie świetne wyniki muszą okupić tytaniczną pracą (47 godzin w tygodniu, czyli więcej niż zakłada kodeks pracy), w szkole czują się źle głównie ze względu na prześladowania i przemoc, a mimo ponadprzeciętnych umiejętności nie wierzą w swoje możliwości (szczególnie ci, którzy pochodzą z uboższych rodzin). Bo polskich uczniów w sukcesie i ambicjach blokują bariery w głowach. Potwierdzeniem tego może być fakt, że wyjątkowo mały odsetek nastolatków pochodzących z uboższych środowisk, za to z wysokimi wynikami, ma aspiracje do uzyskania wyższego wykształcenia. Ich koledzy i koleżanki z bogatym zapleczem społeczno-ekonomicznym w 92 % są przekonani, że ukończą studia wyższe. Za to aż 48 % uczniów ze środowisk defaworyzowanych nie wierzy, że mogłoby uzyskać wyższe wykształcenie. Większość uczniów z najlepszymi wynikami nie wierzy również w powodzenie na ścieżce zawodowej. Płeć nie gra tu roli. Tylko 12 % dziewcząt i 14 % chłopców uważa, że ma szansę na karierę. To jeden z najgorszych wyników wśród krajów OECD. 
Polscy uczniowie, jak nikt inny na świecie, są też przekonani, że warunkiem sukcesu są przyrodzone zdolności. Aż 60 % z nich uważa, że inteligencja to coś, co w toku życia nie za bardzo można zmienić. Dla porównania średnia dla krajów OECD to rewers polskich odpowiedzi – 60 % uczniów nie zgadza się z tym stwierdzeniem .
Ten ciut przydługi, naszpikowany cyframi i danymi wstęp jest moim zdaniem doskonałym wprowadzeniem do rozważań na temat tego, co można znaleźć w dziecięcej walizce.
Katarzyna Bulicz-Kasprzak w swojej książce pt. „Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna” pisze:
 
Życie człowieka jest jak walizka. Wrzucamy do niej różne rzeczy. Jedne na drugie. Z czasem zapominamy, co znajduje się na dnie. Może się zdarzyć, że nosimy tam coś, co sprawia, że nasz bagaż staje się ciężki. A my bezmyślnie ciągniemy go za sobą, męcząc się przy tym okropnie. Może warto czasem zajrzeć, posprzątać i wyrzucić to, co niepotrzebne. Czasem można nawet znaleźć coś wartościowego. No i zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego o sobie oraz wyciągnąć wnioski .
 
Czego moglibyśmy się dowiedzieć, przeglądając walizki życia naszych kilku-, kilkunastoletnich uczniów? Sądzę, że tego, że pod warstwami pozornej pewności siebie, arogancji i tzw. bezczelności, kryje się wiele tragedii, niepewności, zagubienia i osamotnienia. Jak zatem sprawić, by z tej przeładowanej dziecięcej walizki zniknęło to wszystko, co negatywne?
Moje ponad dwudziestoletnie doświadczenie udowodniło mi, że nie wystarczy być już: „ tylko źródłem informacji i kimś, kto wspiera uczniów w rozwijaniu umiejętności rozumowania oraz nabywania i poszerzania wiedzy”, ale trzeba być przede wszystkim kimś, kto będzie człowiekiem w jak najszerszym tego słowa znaczeniu.
Codziennie rano, kiedy idę do pracy, zastanawiam się, jak minie mi dzisiaj czas w szkole. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że nie potrafię tego przewidzieć. Że robienie jakichkolwiek planów i chęć realizowania ich punkt po punkcie, jest mrzonką. Bo przecież pracuję z żywiołem, który trudno okiełznać i na pewno trudno przewidzieć. Codziennie też zdaję sobie sprawę z tego, że staję na ringu, boksując się z negatywnym obrazem, który moi podopieczni stworzyli sobie w głowie. Nie jest to łatwe, ponieważ żyjemy w czasach, gdzie wszechobecne jest przekonanie, że zwycięzca bierze wszystko, że liczy się tylko pierwsze miejsce. A przecież ławki naszych klas nie są zapełnione li tylko geniuszami, mistrzami olimpijskimi i ekspertami w jakiejś wąskiej dziedzinie.
Gros z nich to młodzi ludzie, którzy stoją na początku swojej drogi życiowej, którzy mają prawo poszukiwać, błądzić, przesuwać granice i badać otaczający ich świat w swoim tempie i na swój sposób. To ludzie, którzy nie wiedzą, kim są, dokąd zmierzają i kim chcą być. Jeszcze.
Jednym z niezawodnych sposobów na budowanie poczucia wartości moich uczniów jest przekonanie ich, że każda porażka jest lekcją, której efektem może być sukces. Pozwolę sobie przytoczyć tu anegdotę, która pomaga mi w tym i naprawdę czyni cuda:
 
Thomas Edison odkrył żarówkę po ponad 11 000 nieudanych prób.
Kiedyś dziennikarz zadał pytanie Edisonowi: „Dlaczego marnuje pan czas na tyle prób, jeśli wiadomo że światło świecy jest dla człowieka najlepsze? Dlaczego wciąż próbuje pan pomimo ponad 5000 nieudanych prób?”. Edison odpowiedział : „Młody człowieku, nieprawdą jest, że wykonałem 5000 nieudanych prób, ale faktem jest, że do tej pory odkryłem 5000 sposobów, według których to nie działa! Co sprawia, że jestem o 5000 sposobów bliżej rozwiązania.

Nie wnikam tu w prawdę historyczną czy fakty dotyczące biografii Edisona, bo tak naprawdę nie są one istotne. Dla mnie liczy się efekt, którym jest uświadomienie uczniom, że w życiu trzeba walczyć, że należy iść dalej mimo porażek, że te 5000 nieudanych prób może być początkiem czegoś naprawdę wielkiego.
Okazuje się, że dla uczniów bardzo ważna jest nasza wiarygodność i autentyczność w wydawaniu opinii. Kiedyś, gdy skomplementowałam pracę jednego z moich podopiecznych, usłyszałam: „ Mówi tak pani, bo jest pani moją wychowawczynią”. Ze stoickim spokojem odpowiedziałam na to, że chwalę jego pracę, nie dlatego, że jest moim wychowankiem, ale dlatego, że jest dobra i że gdyby była zła, na pewno by o tym usłyszał.
Może nie do końca było mi wtedy po drodze z prawdą, ale wierzę w magię dobrego słowa. Nic chyba bardziej nie motywuje do działania niż ono. Jestem przekonana, że wielu z nas tutaj zgromadzonych za jeden z najpiękniejszych obrazów wyniesionych ze szkoły uważa minę rozanielonego dziecka, które usłyszało: „Nie, no jestem zachwycona.”, „Świetna praca.”,       „Jesteś niesamowity”.
Słowa te powiedziane z powagą i pełnym przekonaniem sprawiają, że dzieciom rosną skrzydła, a my osiągamy zamierzony cel- tak pożądaną wewnętrzną motywację do działania. Bo krytyka, sarkazm czy żartobliwe wytykanie błędów nie tylko nie działają, ale potrafią wyrządzić wiele krzywdy i zburzyć tak kruche u nastolatków poczucie własnej wartości.
Pozwolę sobie tutaj na małą dygresję. Naprawdę z wieloma reakcjami uczniowskimi na dobre słowa się już spotkałam, ale to, co zdarzyło się kilka miesięcy temu, zaskoczyło mnie ogromnie (co zresztą potwierdza przekonanie, że pracujemy z nieprzewidywalnym w swoich reakcjach żywiołem).
Kiedy oddawałam pracę pisemną jednemu z moich uczniów, może niezbyt dającemu sobie radę z językiem polskim, powiedziałam, że jest świetna. Chłopiec natychmiast skulił się w sobie i przybrał kpiący wyraz twarzy. Zamilkłam. A to zdarza mi się wyjątkowo rzadko. Na szczęście sytuację uratowała jedna z dziewczynek, mówiąc: „Piotrek, ale pani mówi poważnie. To nie jest sarkazm”. Spojrzałam na chłopca raz jeszcze. Odtajał.
To była dla mnie lekcja. Lekcja tego, jak bardzo współczesnym dzieciom, narażonym na nieustanną ocenę, powszechną krytykę i wzorce kreowane przez media, brakuje pewności siebie i wiary w to, że można pokonać własne słabości, że można zrobić coś fantastycznie, nawet jeśli żyje się w przekonaniu, że nie jest się w czymś wyjątkowo dobrym.
A nasze zdanie dla naszych podopiecznych jest ważne, bo wbrew alarmującym doniesieniom mediów czy pokutującemu stereotypowi, wciąż dla swoich uczniów jesteśmy autorytetami. Ludźmi, którzy kształtują ich postrzeganie świata, wskazują drogę rozwoju i stanowią oparcie w trudnych chwilach. Bo jak usłyszałam niedawno od jednej z moich uczennic: Odnoszę wrażenie, że nauczyciele to jedyni dorośli, którzy nas rozumieją.
Sądzę, że w jej słowach jest wiele prawdy. Jesteśmy grupą, która wciąż się rozwija, poszukuje, uczy się w codziennych kontaktach ze swoimi wychowankami. Musimy i chcemy być na bieżąco, żyjemy troskami i radościami naszych podopiecznych, uczymy się ich i ich świata, by jak najlepiej wykonywać swój zawód- nauczyciela i wychowawcy. Wchodzimy w relacje, tworzymy więzi, czasem takie na lata.
Zawsze, kiedy słyszę o zepsuciu współczesnej młodzieży, jej uzależnieniu od portali społecznościowych, gier i izolowaniu się od ludzi, budzą się we mnie najgorsze instynkty. No, może jeszcze gorsze budziły się wtedy, kiedy widziałam współczucie w oczach ludzi, gdy mówiłam, że uczę w gimnazjum i to jeszcze wiejskim.
Pomijając inwektywy, które cisnęły mi się na usta, przekonywałam moich adwersarzy, że młodzież zawsze była i jest taka sama, a zmienność, nadpobudliwość, niestabilność emocjonalna i nieprzewidywalność to efekt zmian biologicznych, zwłaszcza hormonalnych. I że wystarczy tylko cierpliwość, czas oraz ogrom zrozumienia i akceptacji, by pomóc wyjść z tego okresu młodemu człowiekowi. No właśnie tylko tyle, a może aż tyle.
Pamiętam, że kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy usłyszałam od moich wychowanków, że jestem dla nich jak mama, poczułam się zakłopotana. Jaka mama? No bez przesady. Dzisiaj, kiedy słyszę to od kolejnych roczników, wiem, że to komplement. Ten największy i najwspanialszy, który jest wyrazem szacunku, sympatii, uznania i zaufania.
Nazywanie mnie mamą już mnie nie uwiera, choć często odczuwam ciężar tego słowa, bo wiąże się z nim ogromna odpowiedzialność. Moje lekcje języka polskiego, narady klasowe, godziny wychowawcze i wspólne wyjścia czy wyjazdy to czas rozmów pozwalający mi poznać zdanie moich uczniów i zaprezentować im swoje przekonania i doświadczenia życiowe, które mnie ukształtowały. Nie narzucam uczniom swojej opinii, nie forsuję swojego zdania, za to daję prawo do wypowiadania własnego i wzrastania w przekonaniu, że ich głos też jest ważny i też się liczy. Z o tyle większą radością, czytając prace moich uczniów, odnajduję w nich swoje słowa, które oni przyjęli za własne. I wiem, że nie piszą „pode mnie”, by otrzymać lepszą ocenę. Wiem, że to stało się częścią ich świata i poglądów.
Innym aspektem, który na pewno wpływa na poczucie wartości uczniów, jest przeświadczenie, że nauczyciel traktuje ich jak jednostki, a nie numery w dzienniku czy nazwiska bez twarzy. I że dla nas są kimś wyjątkowym mimo ich obsesyjnego dążenia do uniformizacji.
Swego czasu usłyszałam od znajomego, że patrząc na współczesną młodzież, ma wrażenie, że ogląda stempelki. Poproszony o wyjaśnienie, powiedział, że wszystkie dziewczęta wyglądają podobnie, a chłopcy wręcz tak samo. Zobacz, długie, proste włosy, dżinsy ewentualnie krótkie spodenki, sportowe buty i plecak lub w wersji męskiej dres lub dżinsy, sportowe buty i plecak
Wiele w jego słowach racji. Młodzież mimo tego, że chciałaby się wyróżniać, nie ma na to odwagi. Chcą być tacy jak inni i mieć to, co inni. Taka zasada lustra w nastoletnim wydaniu. Stąd w rankingach nisko stoją dobre oceny i zachowanie, a odmienność poglądów czy choćby stroju na pewnym etapie jest rzadkością. Dzieci nie mają ani odwagi, ani siły na to, by walczyć o siebie. Chcą być lubiane, akceptowane, chcą stanowić centrum. A najprostszym według nich sposobem na to jest właśnie upodabnianie się do rówieśników. Dlatego tak istotne jest, by na każdym kroku uświadamiać im, że lepiej być nawet niedoskonałą wersją samego siebie, niż idealną kopią kogoś innego. Że to, co nas odróżnia od innych stanowi o naszym pięknie, wyjątkowości i indywidualizmie. Że to powód do dumy, a nie źle pojętego wstydu.
Ale to wymaga z naszej strony ogromnego uporu i konsekwencji. Bo kropla drąży skałę nie siłą, ale częstotliwością spadania, a każda opinia wielokrotnie powtarzana w końcu staje się faktem.
Mówiąc o budowaniu poczucia własnej wartości u dzieci i młodzieży, należy wspomnieć także o wdrażaniu do samodzielności.
Kiedy patrzymy na naszych uczniów, zdajemy sobie sprawę jak bardzo są inteligentni, bystrzy i zorientowani w świecie nowoczesnej technologii. Potrafią błyskawicznie dotrzeć do informacji w internecie, uruchomić sprzęt elektroniczny bez czytania instrukcji czy dopatrzeć się w naszej wypowiedzi nieścisłości, o której na pewno natychmiast poinformują wszystkich dookoła. Zaskakują nas specjalistycznym słownictwem i ogromną wiedzą w jakiejś dziedzinie. Ale… No właśnie, mimo tych imponujących umiejętności większość z nich jest przyzwyczajona do tego, by być obsługiwanym. Ich postawa nie wynika jednak ze złej woli, ale z przyzwyczajenia i wygody. Stąd tak ważne, by za każdym razem, kiedy chcemy zrobić coś za ucznia, mieć w pamięci, że w ten sposób nie pozwalamy mu na rozwijanie wiary we własne możliwości oraz nie motywujemy go do pokonywania trudności i podejmowania coraz ambitniejszych zadań, które by je angażowały, budowały umiejętności przekładania słów na czyny, uczyły pracy samodzielnej i współpracy z innymi.
Delegowanie zadań lub pomoc w ich doprecyzowaniu to rola, którą od lat przypisuję sobie jako wychowawca, gdy klasa staje przed jakimś wyzwaniem. Wiem, że gazetka nie zawsze będzie zrobiona z powszechnie przyjętymi kanonami piękna; że przedstawienie nie zawsze rozmachem i perfekcją wykonania zachwyci odbiorców; że piosenka zaśpiewana podczas jarmarku bożonarodzeniowego daleka będzie od ideału. Ale wiem też, że dzięki temu kolejne gazetki, przedstawienia i recitale będą coraz lepsze, a moi uczniowie zdobędą nie tylko doświadczenie, ale i przeświadczenie, że mogą i że potrafią. Że to, co osiągnęli jest efektem ich zaangażowania i współpracy. Że drzemią w nich ogromne pokłady pomysłowości i talentu, o których niejednokrotnie nie mieli pojęcia.
Rola nauczyciela i wychowawcy we współczesnym świecie nie jest łatwa. Wymaga bowiem nie tylko kompetencji merytorycznych, diagnostycznych, planistyczno- projektowych czy komunikacyjnych, ale także, a może przede wszystkim, kompetencji społecznych, empatii i zrozumienia.
Dlatego nauczyciel powinien być czułym narratorem, który towarzyszy i wspiera swojego ucznia w jednej z najtrudniejszych dróg w życiu- w drodze do poznania siebie i swojej wartości.
 
Czy przedstawione przeze mnie sposoby na budowanie poczucia wartości u uczniów działają? Pozwolę sobie przytoczyć tu dwie wypowiedzi ludzi, których spotkałam na swojej drodze zawodowej:
 
Pierwszy z cytatów pochodzi sprzed 15 lat, a jej autorka miała wówczas 16 lat:
 
No to się pobeczałam… Muszę się uspokoić, bo zaraz zaleję całą klawiaturę… No to przed nami kolejny etap, chciałabym, aby był dla wszystkich tak wspaniały jak ten. Chciałabym trafić na tak cudownego wychowawcę jak nasza Pani Zosia. Dziękuję Pani za wszystko, dziękuję, że nie uczyła nas Pani tylko polskiego, dziękuję, że nauczyła nas Pani odpowiedzialności za innych i siebie, współpracy, ale przede wszystkim dziękuję za to, że swoim przykładem pokazywała nam Pani, jak żyć żeby wyjść na ludzi.
Pytała nas Pani kiedyś o to kto jest naszym autorytetem. Wtedy nie brałam pod uwagę tego, że mogę powiedzieć, że jest nim Pani. Wyszłoby na to, że się podlizuję, ale teraz już chyba wybaczycie mi to, że tak piszę. Wtedy pytała Pani również o cechy, które najbardziej cenimy w tych osobach. Ja cenię Panią za sprawiedliwość, obiektywizm, odpowiedzialność, poczucie humoru i to, że jak już dziś wspomniałam, nigdy nie traciła Pani w nas wiary oraz za to, że mimo wszystko potrafiła Pani darzyć nas zaufaniem. Mogłabym jeszcze rozwinąć tę wypowiedź, ale nie chcę zanudzać. Jeszcze raz serdecznie dziękuję. 
 
Drugi liczy sobie 6 lata:
 
Dzień dobry proszę Pani. W sumie to nie wiem, dlaczego piszę. Jestem jednym z Pani byłych uczniów i chciałbym tak po prostu podziękować. Nigdy nie miałem problemu z uczeniem się i dlatego zawsze byłem minimalistą. W życiu nie przeczytałem książki, która nie byłaby lekturą. Nigdy nie zastanawiałem się nad głębszym znaczeniem otaczającej mnie rzeczywistości. Do momentu aż poznałem Panią. Zmieniłem podstawówkę, gimnazjum, potem doszło LO i studia, lecz nauczycieli, który zależało, mógłbym policzyć na palcach jednej ręki. I Pani była jednym z nich. Nieważne, jakim kto był gnojkiem czy dupkiem, zawsze starała się Pani pomóc i przekonać, że można inaczej. Za to chciałbym tak po ludzku Pani podziękować. Oby w szkołach było więcej takich nauczycieli jak Pani, którzy starają się zaszczepić w ludziach pasję.
 
 : Co można znaleźć w dziecięcej walizce? O budowaniu poczucia własnej wartości u uczniów – Zofia Głowacka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *